Muszę to zapamiętać – migawki z wakacji cz.II

Miałam już okazję podzielić się z Wami pierwszą częścią migawek z naszych tegorocznych wakacji tutaj. Druga część naszego urlopu spędziliśmy już sami, tylko naszą 5 osobową rodziną u podnóża Tatr.
Kocham te góry i nigdy nie mogę się nimi nasycić. Pamiętam mój ostatni trekkingowy wypad – miał miejsce latem 2014 roku, byłam wtedy jeszcze mamą jednego dziecka i wyrwanie się z domu nie było wyzwaniem graniczącym z cudem 😉
Lato 2014

Pojechałyśmy razem z moimi przyjaciółkami pod namiot, na pole namiotowe tylko dla wtajemniczonych, pośród wysokich gór, niedaleko Morskiego Oka, gdzie znajomy załatwił nam miejsce na 2 noce. Co pamiętam najmocniej z tamtej wyprawy? Cudowne poranki, rześkie i chłodne, kiedy myłam zęby w prowizorycznej łazience pod chmurką patrząc na świerkowy las dookoła i wędrujące po skalistych szczytach, budzące się słońce. Wychodziłyśmy w góry wcześnie rano, żeby jak najdłużej być samemu na szlaku. Pamiętam Dolinę 5ciu Stawów, do której schodziłyśmy ze Szpiglasowego Wierchu w mlecznej mgle, widziałam przed sobą tylko wielkie głazy i nic dalej, niż parę metrów przed sobą; wędrówka we mgle trwała kilkanaście minut, potem zagrzmiało i zaczął lać deszcz, a mgła rozstąpiła się w jednym momencie ukazując nam „piątkę” w całej swej okazałości. Ponieważ dla każdej z nas kontakt z przyrodą to prawdziwie transcendentne przeżycie i góry są dla nas jak modlitwa postanowiłyśmy rozstać się na godzinę i pobyć same na sam ze sobą, naturą i Stwórcą.

Były kontuzje, obtarte stopy, małe kłótnie, rozmowy o życiu i o głupotach, obiady w schroniskach, suszenie przemoczonych butów, szukanie zaginionego portfela i odnalezienie go (tak!), opalanie się w kosodrzewinie i łapanie zasięgu, żeby wrzucić na fejsa chociaż raz zbiorcze selfie bez makijażu. Było patrzenie się w dal przed siebie na ten cały majestat skał i nieba i myślenie: muszę to zapamiętać, muszę to zapamiętać.

 

Daylight-Stories_urlop2017_1439

Mama dla trójki

W kolejnych latach urodziłam dwóch synów. Między nimi są 2 lata różnicy, najmłodszy przyszedł na świat w kwietniu tego roku, zmieniając swoją maleńką obecnością życie moje i mojego męża, swojej 9-letniej siostry i 2-letniego brata. Nie mam teraz możliwości aby spontanicznie spakować plecak, zabrać kumpele i pojechać na włóczęgę gdzieś na weekend. Tak naprawdę wyjście na kawę jest póki co wyzwaniem. Ale ten czas jest tak cudowny i kojący! Wtulam nos w mięciutką, kudłatą głowę, patrzę na ten jeszcze bezzębny, szczery uśmiech i myślę: muszę to zachować w sercu na zawsze, uwiecznić w swojej pamięci, muszę to zapamiętać. Ten czas się nie powtórzy, wędrówki górskie być może jeszcze tak.

Lato 2017

Ponieważ tęsknota do Tatr była już nie do wytrzymania – postanowiliśmy kilka miesięcy wcześniej z mężem, że po naszym wypadzie z przyjaciółmi w Beskidy pojedziemy trochę dalej, na południe, gdzie skaliste szczyty spokojnie górują nad równinami. Mimo tego, że to szczyt sezonu i tabuny turystów w Zakopanem, korki, kolejki, i dzieci małe, i kontuzja nogi i miliony innych powodów.

Góry przywitały nas cudowną pogodą. Postanowiliśmy pierwszy nocleg spędzić w schronisku na Głodówce. Dlaczego? Ponieważ jest to wyjątkowe miejsce, z którego rozpościera się przepiękny widok na panoramę Tatr, a ogromnym atutem dla naszej rodziny było to, że można tam po prostu dojechać samochodem pod samo schronisko. Widoki były tak cudne, a kolacja i śniadanie na oszklonej werandzie schroniskowej stołówki – tak dobre, że nie potrzeba nam było więcej. Och, co tam kawy alternatywne, dripy i chemexy skoro można się napić zwykłej sypanki patrząc jak mgły pędzą po skalistych grzbietach.

Uwielbiam schroniska, najbardziej te skryte gdzieś w środku gór, skromne i proste, do których trzeba długo wędrować. Głodówka mimo łatwego dostępu wcale nie była przepełniona turystami i mogłabym tam spędzić dużo więcej czasu mimo spartańskich warunków, no ale dzieci…

No tak. Dzieci.

9-latka, która absolutnie nie jest teraz w okresie sprzyjającym kontemplacji górskich szczytów. 2-latek, którego nosi i w ciągu kilku godzin pobytu na polanie zajmował się przerzucaniem kamieni i głazów z drogi dojazdowej, przemeblowywaniem schroniskowej stołówki czy próbami freestylowych skoków ze skarpy. I 3 miesięczny bobas, który akurat wyrósł z okresu bezwładnego leżenia w wózku i chce po prostu zwiedzać świat na rękach, najlepiej swojej mamy.

Nie. Chyba jednak asceza mi teraz nie służy – pomyślałam, zachowałam ten pierwszy etap naszego pobytu w moim sercu, jak w pamiętniku i pojechaliśmy do Kościeliska, gdzie kilka tygodni wcześniej zarezerwowaliśmy sobie rodzinny apartament w Butorowy Residence. Dwupokojowe mieszkanie ze zmywarką i pralką, dużą kanapą, taką ilością spania abyśmy z urlopu nie wrócili jeszcze bardziej niewyspani no i widokiem na góry. Z okna widzieliśmy Giewont, który czasem zachodził mgłą, kiedy zbierało się na deszcz, a rano odbijał blask wschodzącego słońca. Odpuściliśmy wszelkie ambitne plany dalekich wędrówek, dostosowaliśmy się do rytmu najmłodszych dzieci, ciesząc się z tego co jest i co mamy, spacerując, mocząc się w basenach termalnych i patrząc na skaliste szczyty Tatr. Obiecałam sobie, że będę wspierać mojego męża w rehabilitacji kolana abyśmy mogli za rok z córką wejść na jakiś szczyt, choćby na Ciemniak, czy podejść do Doliny Pięciu Stawów, zaszczepić miłość do gór i przyrody w młodziutkim sercu.

Pożegnanie

Okazało się, że nasz pobyt nie był długi – musieliśmy nieoczekiwanie przerwać urlop aby wrócić pilnie do domu w ważnych sprawach rodzinnych, ale kiedy odjeżdżaliśmy i zostawialiśmy Tatry we wstecznym lusterku – a był to przepiękny wieczór, z nieziemskim zachodem słońca – patrzyłam na te góry, wiedząc, że jeśli tam jeszcze wrócę, to góry pozostaną niezmienione, ale ja już nie będę taka sama i to co wokół mnie też się na pewno zmieni. Jakie to będą zmiany – tego nie wiem i dlatego powtarzałam sobie wtedy w głębi serca: muszę to zapamiętać.

 

Daylight-Stories_urlop2017_1425Daylight-Stories_urlop2017_1426Daylight-Stories_urlop2017_1416Daylight-Stories_urlop2017_1424Daylight-Stories_urlop2017_1417Daylight-Stories_urlop2017_15Daylight-Stories_urlop2017_1415Daylight-Stories_urlop2017_1423Daylight-Stories_urlop2017_1422Daylight-Stories_urlop2017_33Daylight-Stories_urlop2017_30Daylight-Stories_urlop2017_24Daylight-Stories_urlop2017_23Daylight-Stories_urlop2017_22Daylight-Stories_urlop2017_21Daylight-Stories_urlop2017_25Daylight-Stories_urlop2017_14Daylight-Stories_urlop2017_08Daylight-Stories_urlop2017_16Daylight-Stories_urlop2017_17Daylight-Stories_urlop2017_26Daylight-Stories_urlop2017_35Daylight-Stories_urlop2017_1427

Kilka praktycznych informacji z tego wyjazdu:

 

Połączony urlop

Postanowiliśmy połączyć nasz urlop w jedno aby oszczędzić siły i czas przy logistyce. Postawiliśmy na noclegi w bardziej komfortowych warunkach ze względu na malutkiego bobasa. To było bardzo dobre rozwiązanie, wróciliśmy do domu naprawdę pozytywnie zresetowani.

Noclegi z dziećmi

Mimo, że lubię spartańskie warunki, tym razem postawiliśmy na apartamenty z pełnym wyposażeniem, a najważniejszym elementem wyposażenia była dla nas pralka.  W Tatry nie wybraliśmy się prosto z domu, ale był to kolejny etap naszego urlopu i potrzebowaliśmy przeprać ubrania dzieci (nasz 2letni syn obecnie zużywa dziennie 2-3 komplety ubrań). Butorowy Residence to miejsce, które poleciła na Instagramie Anicja, sprawdziliśmy na własnej skórze i byliśmy bardzo zadowoleni z tego wyboru. Mieszkanie było przestronne, dobrze wysprzątane i wyposażone, a z balkonu mieliśmy widok na Giewont i fragment Czerwonych Wierchów.

Jedzenie

Przyznam szczerze, że choć jestem typowym foodie i uwielbiam poznawać nowe miejsca, smaki i testować różne restauracje to odkąd mam malutkie dzieci odpuszczam sobie wyjścia do restauracji kiedy to tylko możliwe. Po prostu moje dzieci są na takim etapie, że obecnie nie mam komfortu jedzenia w knajpach. Zazwyczaj musimy jeść na zmianę (bobas na ręku), drugi rodzic jedząc musi pilnować 2-latka, którego roznosi przy stole i nauka etykiety sprowadza się na razie wyłącznie do pokazywania jak można zacząć używać sztućców. Jeszcze sobie to odbijemy gdy maluchy podrosną 🙂

Zazwyczaj gotowaliśmy więc sami, a na wyjścia szykowałam dzieciom przekąski w lunchboxach: borówki, które mój 2 latek uwielbia, marchewki, paski papryki i krakersy. Dzięki temu naprawdę udało się zminimalizować kupowanie fastfoodów.

Polana Głodówka

Jeśli chcecie zobaczyć piękną panoramę Tatr, a z jakiś powodów nie możecie wybrać się na wędrówkę na tatrzańskie szczyty polecam podjechać na Głodówkę. Polana położona jest przy drodze 960, którą z Bukowiny Tatrzańskiej dojeżdża się do Palenicy Białczańskiej (asfaltowka do Morskiego Oka), i rozciąga się z niej przepiękny widok na góry. Na Polanie znajdują się miejsca do zaparkowania oraz Schronisko ZHP z karczmą, malutki placyk zabaw dla dzieci z huśtawkami, domkiem, zjeżdżalnią i piaskownicą, oraz wiele ławek, huśtawek i miejsc gdzie można usiąść i odpocząć podziwiając Tatry.

Jak uniknąć tłumu w Tatrach

Wiem, że nie każdy może sobie pozwolić na wypad w Tatry poza szczytem sezonu (np. rodzice ze szkolnymi dziećmi, tacy jak my) więc jeśli chcecie uniknąć tłumów trzeba trochę pokombinować strategiczne:

  • Wyprawy o świcie: na wszelkie wypady w góry, dolinki polecam wybierać się jak najwcześniej. Większość turystów z pensjonatów oraz grup kolonii i obozów jest uzależniona od stołówek i pór podawania posiłków – w góry zazwyczaj wychodzą po śniadaniu ok. 9-10. Wyprawa o 6-7 z dziećmi jest możliwa, trzeba tylko ją zaplanować dużo wcześniej i położyć się wcześniej spać.
  • Weekendy – wtedy jest najgorzej: naprawdę widać było różnicę w oblężeniu dróg dojazdowych, Zakopanego i parkingów przy szlakach pomiędzy weekendem a pozostałą częścią tygodnia. Wyobrażacie sobie tych wszystkich turystów, którzy od turnusu do turnusu wypełniają ośrodki wypoczynkowe i hotele niemal w 90%? To w weekendy trzeba pomnożyć ich ilość x2, wszak nie wszyscy przyjeżdżają w Tatry na dłużej, wiele osób robi sobie krótkie wypady na weekend. Dlatego jeśli wasz urlop zahacza o weekend – miejcie to na uwadze 🙂
  •  Omijajcie Krupówki! Naprawdę nie polecam tego miejsca w sezonie (poza sezonem chyba też). Byliśmy tylko raz i mimo mojej słabości do sieciówki Costa Cafe nie zapuściłabym się z dziećmi po raz drugi. Brrr, bardzo nieprzyjemne uczucie kiedy próbujesz na chwilę przystanąć na deptaku a tłum napiera z tyłu.
  • Kasprowy Wierch, Giewont, Morskie Oko – uwierzcie mi, całe piękno tych miejsc niestety ginie pod natłokiem turystów w sezonie, więc jeśli możecie sobie odpuścić – nie wahajcie się! To naprawdę żadna atrakcja stać w kolejkach na urlopie 🙂 Ale jeśli już musicie: nastawcie budzik na 5:00, w bonusie: piękny wschód słońca 🙂
  • Przyjazd i wyjazd w dni powszednie – tutaj też działa reguła weekendu – jeśli możecie tak zaplanować urlop, może uda się wtedy spędzić mniej czasu w męczących korkach.

 

Myślimy już o feriach zimowych i moje serce znowu wyrywa się w tamte rejony, ale gdzie trafimy to się jeszcze okaże 🙂

Reklamy

9 uwag do wpisu “Muszę to zapamiętać – migawki z wakacji cz.II

  1. Nie przepadam za górami, ale jak sobie poczytała, obejrzałam foty, to myślę czemu nie? trochę mnie hamuje ten tabun turystów, ale w sumie gdzie ich nie ma, a poza tym fajny materiał obserwacyjny.

    Polubienie

    1. Są takie miesiące kiedy naprawdę można ominąć szczyt napływu turystów, jeśli jest możliwość to polecam wiosnę, poza długimi weekendami oczywiście 😉

      Polubienie

    1. dokładnie, oni są w takim wieku, że zwiedzanie jest specyficzne dosyć więc lepiej się skupić na zapamiętywaniu tych chwil z nimi, niż na frustracji, że nie udało się zrealizować jakiegoś punktu wyprawy 🙂 dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s